Counter


View My Stats

środa, 3 lutego 2010

Muzyka łagodzi obyczaje...

WYMARZONY PARTNER NA WESOŁO:

Piękna księżniczka została uwięziona w zamku strzeżonym przez smoka. A oto różne wersje zakończenia opowieści w zależności preferencji muzycznych rycerza-wybawcy.

POWER METAL:
Bohater przybywa na białym jednorożcu, umyka smokowi, ratuje księżniczkę i kochają się w zaczarowanym lesie.

HEAVY METAL:
Bohater przybywa z kumplami na harleyach, zabija smoka bekając przy tym i popierdując, po czym opróżnia parę puszek z piwem i zabawia się z księżniczką.

PUNK:
Bohater przybywa bez hełmu, bo mu na irokeza nie wchodzi, patrzy zdegustowany na zamek, kontestuje smoka, olewa księżniczkę, stwierdza, że bajki są no future, po czym oddala się w siną dal i posuwa pierwszą napotkaną żabę.

VIKING METAL:
Bohater przypływa okrętem wikingów z drużyną brodatych Germanów, zabija smoka swoim potężnym toporem, zdziera zeń skórę i zjada go, gwałci księżniczkę na śmierć, kradnie wszystko co do niej należało, i na koniec podpala zamek. Przed gwałceniem i podpaleniem długo marszczy czoło usiłując przypomnieć sobie właściwą kolejność czynności.

DEATH METAL:
Bohater przybywa z lasu, cały oblepiony chrustem i igliwiem. Smok chce go odstraszyć ryczeniem, na co rycerz sam zaczyna ryczeć tak, że smok wnet dostaje ze śmiechu ataku apopleksji i umiera w okrutnych męczarniach. Bohater przelatuje księżniczkę, po czym zdziera z niej skórę tarką do obierania warzyw.

REGGAE:
Bohater jest tak uwalony zielem, że zamiast do zamku trafia do browaru. Tam pojedynkuje się z beczkami z piwem, myśląc, że to smoki, aż w końcu przybywa G. W. Bush i wsadza go do Guantanamo za kontakty z zaświatami.


POEZJA ŚPIEWANA:
Przybywa bohater, spoziera na ogrom smoka i dochodzi do wniosku, że nigdy nie zdoła go pokonać. Wpada w depresje i popełnia samobójstwo. Smok zjada go oraz księżniczkę na deser. Tak kończy się ta smutna historia.

PROG:
Przybywa bohater z gitarą i gra 26 minutowe solo. Smok sam się zabija ze znudzenia, bohater dociera do sypialni księżniczki, gra kolejne solo używając wszystkich technicznych zagrywek i dźwięków, które opanował ostatnimi czasy w konserwatorium. Księżniczka ucieka, rozglądając się za rycerzem preferującym heavy metal.

GLAM ROCK:
Zjawia się bohater, smok pada ze śmiechu na jego widok i pozwala mu wejść do zamku. Bohater kradnie księżniczce kosmetyki i maluje cały zamek na piękny, różowy kolor.

NU METAL:
Bohater przyjeżdża zajechana Honda Civic, pojedynkuje się ze smokiem, ale ulega spaleniu po tym, jak zbyt niski krok w jego spodniach zapala się od smoczych płomieni.

INDUSTRIAL:
Przybywa bohater w połyskującym płaszczu, wykonuje obsceniczne gesty przed smokiem za co opuszcza krainę baśni w towarzystwie ochroniarzy.

GRIND METAL:
Zjawia się bohater, przez dwie minuty wykrzykuje coś zupełnie niezrozumiałego i odchodzi.

HIP-HOP
Bohater przyjeżdża najlepiej odpicowaną bryką w całym NY, zalewa smoka stekiem bluzgów i baterią automatycznych miotaczy graffiti klasy dres-blok. Smok, ogłupiały idiotycznym, jednostajnym beatem serwowanym przez rycerza zamienia się w toster. Bohater kradnie księżniczkę i włącza ja do swojego 120-osobowego haremu.

POLSKA ALTERNATYWA:
Garbaty rycerz po prostu zabija kulawego smoka i uwalnia brzydką księżniczkę.

IN ABSENTIA PORCUPINE TREE:
Rycerz zabija smoka i uwalnia księżniczkę, po czym okazuje się, że rycerz jest impotentem, księżniczka mężczyzną, a smok tylko tamtędy przechodził w drodze na piwo.

ROCK PSYCHODELICZNY:
Rycerz przybywa w kolorowej zbroi na głowie, zamiast hełmu ma wieniec z kwiecia, u boku dynda mu wielka wodna faja. Ani myśli walczyć ze smokiem. Wspólnie biorą kwacha, po czym gapią się parę godzin przed siebie kontemplując przyrodę. Księżniczka w tym czasie pląsa nago po łące.

FOLK klasyczny (tj. z lat 60)
Rycerz przyjeżdża starym chevroletem. Protestuje przeciw uwięzieniu księżniczki, co oczywiście nie odnosi żadnego skutku, a następnie - o ile lubi Joni Mitchell - wdaje się w egzystencjalne refleksje na temat faktu owego uwięzienia, po czym odjeżdża pełen satysfakcji z moralnego zwycięstwa.

TECHNO
Rycerz przybywa pojazdem kosmicznym i pokonuje smoka przy użyciu joysticka. Niestety, sam okazuje się robotem. Księżniczka ucieka w poszukiwaniu fana czegokolwiek innego.

JAZZ TRADYCYJNY
Rycerz w czarnym garniturze, czarnym kapeluszu i białych butach przyjeżdża czarną limuzyną i zabija smoka z pistoletu automatycznego "Tompson". Następnie palnikiem acetylenowym pruje sejf należący do smoka, by zabrać z niego kosztowności, po czym kupuje księżniczce białe futro i zabiera ja do najbardziej eleganckiego lokalu w całym Chicago.

MUZYKA ORIENTALNA
Rycerz siada w pozycji lotosu i medytuje, aż doznaje olśnienia, i stwierdza, że smok jest przecież tylko złudzeniem! Następnie uprawia z księżniczką seks tantryczny.

MUZYKA KLASYCZNA
Poważny rycerz z powagą wyciąga poważny miecz i poważnie zabija smoka. Następnie z poczuciem oczywistej dla siebie wyższości nad fanami czegokolwiek innego bierze z księżniczką ślub przy dźwiękach możliwie najmniej znanej kompozycji możliwie najmniej znanego kompozytora.

GRUNGE
Rycerz w kraciastej flanelowej koszuli serwuje smokowi śmiertelną dawkę heroiny, po czym wspólnie z księżniczką z wolna pogrąża się w narkotycznym nałogu.

KLASYCZNY ROCK-AND-ROLL
Rycerz z fryzurą na Presley'a rozjeżdża smoka różowym cadillakiem i zabiera księżniczkę do baru dla zmotoryzowanych na hot-dogi i coca-colę.

Zakup bułki zgodnie z kanonami rozmaitych rodzajów muzyki...

POP:
Wchodzimy do sklepu, bierzemy bułkę, płacimy za nią i wychodzimy.

DISCO POLO:
Wchodzimy do sklepu uśmiechając się wesoło, bierzemy bułkę i gryziemy kawałek, po czym płacimy i wychodzimy.

MUZYKA POWAŻNA:
Wchodzimy do sklepu i mówimy "dzień dobry", bierzemy bułkę i w wkładamy ją do foliowej torebki, po czym płacimy i wychodzimy mówiąc "do widzenia".

MUZYKA ELEKTRONICZNA:
Wchodzimy do sklepu, bierzemy bułkę i skanujemy ją specjalnym urządzeniem stwierdzającym jakość, próbujemy też przesunąć ją przez czytnik, lecz na bułce nie ma kodu kreskowego. Płacimy za nią kartą kredytową i wychodzimy.

HEAVY METAL:
Wchodzimy do sklepu ciężkim krokiem, bierzemy tyle bułek ile się da i pakujemy je do foliowej torby. Sklepikarzowi płacimy ciężkimi, metalowymi groszówkami i odchodzimy tak samo ciężkim krokiem.

POWER METAL:
Wchodzimy do sklepu, bierzemy bułkę najbardziej posypaną mąką i pakujemy ją do naszej błyszczącej reklamówki, po czym płacimy i wychodzimy ze sklepu.

THRASH METAL:
Wchodzimy do sklepu trzaskając tak mocno drzwiami, że aż pęka szyba. Bierzemy najbardziej czerstwą bułkę, ściskamy ją mocno i pożeramy głośno chrupiąc, po czym płacimy sklepikarzowi i wychodzimy.

VIKING METAL:
Wchodzimy do sklepu uważając by nie przewrócić się o naszą długą brodę, nabijamy bułkę na róg na hełmie, płacimy sklepikarzowi i odchodzimy.

DEATH METAL:
Wchodzimy do sklepu zadeptując przy tym z premedytacją parę karaluchów biegających po podłodze. Bierzemy bułkę, ściskamy ją z całej siły i spożywamy mlaszcząc niesamowicie. Idziemy do sklepikarza, płacimy mu zakrwawionym banknotem i czekamy aż wyda nam resztę patrząc się groźnie na niego, po czym wychodzimy ze sklepu.

BLACK METAL:
Wchodzimy do sklepu trzaskając drzwiami, bierzemy najczarniejszą bułkę, rozrywamy ją na części i zjadamy, płacimy sklepikarzowi i odchodzimy trzaskając drzwiami.

NU METAL:
Wchodzimy do sklepu, bierzemy bułkę, podchodzimy do lady, lekko drżącym głosem rapując rozmawiamy z sklepikarzem, szukamy portfela w naszych opuszczonych w kroku spodniach, po czym płacimy kartą kredytową i odchodzimy.

GRIND METAL:
Wchodzimy do sklepu, chwytamy bułkę i bełkoczemy coś niezrozumiałego do sprzedawcy, po czym odkładamy bułkę i odchodzimy.

SPEED METAL:
Wbiegamy do sklepu, błyskawicznie bierzemy bułkę, płacimy za nią równie szybko i w mig znikamy.

GOTHIC METAL:
Wchodzimy około 2200 do sklepu (tuż przed zamknięciem), bierzemy bułkę, podchodzimy do sklepikarza i zaczynamy płakać, bo zapomnieliśmy pieniędzy, przez co rozmazuje nam się czarny makijaż, po paru minutach odkładamy bułkę i wychodzimy.

INDUSTRIAL METAL:
Wchodzimy do sklepu, bierzemy bułkę, podchodzimy do lady i chcemy wyjąć pieniądze, ale okazuje się, że nie mamy na sobie spodni. Odkładamy bułkę i czerwieniąc się szybko zmykamy.

DOOM METAL:
Wchodzimy do sklepu powolnym krokiem, bierzemy powoli bułkę, płacimy sklepikarzowi powoli kładąc na ladzie groszówki i wychodzimy.

BLACK DEATH VERY HEAVY BAND HARD METAL:
Wchodzimy do sklepu, wyciągamy linijkę i mierzymy bułki. Bierzemy tą, która ma dokładnie 6,66 cm. Podchodzimy do sprzedawcy, dajemy mu dokładnie 6,66 zł i nie czekając na resztę wychodzimy ze sklepu.

LOVE METAL:
Wchodzimy do sklepu w wielkich czarnych glanach, czarnym ubraniu, bierzemy bułkę, podchodzimy do trzęsącej się ze strachu kasjerki, pocieszamy ją okazując się całkiem przyjemnym człowiekiem, płacimy i wychodzimy.

SOFT ROCK:
Wchodzimy do sklepu podtrzymując drzwi żeby nie trzasnęły, bierzemy bułkę, płacimy i wychodzimy delikatnie zamykając drzwi.

HARD ROCK:
Wchodzimy do sklepu, trzaskając drzwiami, chwytamy mocno bułkę, płacimy za nią i wychodzimy trzaskając drzwiami.

ROCK PSYCHODELICZNY:
Wchodzimy do sklepu, bierzemy bułkę i zaciągamy się jej zapachem, po czym płacimy wpatrując się uważnie w groszówki, które wykładamy na ladę i odchodzimy.

MATH-ROCK:
Wchodzimy do sklepu i pożeramy wszystkie bułki, po czym idziemy do sklepikarza i płacimy, a on się nas pyta jakim cudem tyle zjedliśmy, a my mówimy, że i tak tego nie zrozumie i odchodzimy.

ROCK PROGRESYWNY:
Wchodzimy do sklepu i bardzo długo zastanawiamy się, którą bułkę wziąć, w końcu sklepikarz informuje nas, że już zamyka i wychodzimy bez bułki.

GLAM ROCK:
Wchodzimy do sklepu, bierzemy różowiutką bułkę, podchodzimy do sklepikarza i płacimy mu, sklepikarz śmieje się z naszego makijażu i myli się w wydawaniu reszty, po czym odchodzimy ze sklepu.

ROCK'N'ROLL:
Wchodzimy do sklepu rytmicznym i tanecznym krokiem, chwytamy pierwszą lepszą bułkę, płacimy i odchodzimy nie zapominając o krokach.

PUNK ROCK:
Wchodzimy do sklepu schylając się by nie zawadzić irokezem o futrynę, bierzemy bułkę, płacimy sklepikarzowi nie biorąc reszty i odchodzimy.

OI!:
Wchodzimy do sklepu tupiąc glanami i bierzemy najbardziej białą bułkę, żeby się do końca upewnić do niej, pytamy się sklepikarza o jej pochodzenie, po czym ją kupujemy i wychodzimy ze sklepu tupiąc glanami.

EMO:
Delikatnym krokiem wchodzimy do sklepu, grzecznie kłaniamy się sklepikarzowi, którego widzimy tylko jednym okiem, ponieważ drugie zasałania nasza długa czarna grzywa. Bierzemy delikatnie bułkę, chwytając ją w dwa palce. Kiedy widzimy, że bułka ma rysę, płaczemy, po czym delikatnym krokiem podchodzimy do sprzedawcy, aby pomógł nam wyjąć pieniądze z portfela. Nie chcemy żeby rozmazał nam się czarny makijaż, więc delikatnie wycieramy łzy z policzków. Kiedy emocje w nas buzują, odkładamy bułkę na miejsce i delikatnie otwieramy drzwi. Mówimy delikatnym głosem "do widzenia" i przepraszamy, że zajęliśmy tak dużo czasu.

FOLK:
Wchodzimy do sklepu i bierzemy bułkę upieczoną tradycyjnie, po czym wyjmujemy pieniądze z naturalnego, skórzanego portfela, płacimy i wychodzimy.

JAZZ:
Wchodzimy do sklepu, bierzemy bułkę, sklepikarz podziwia nasz garnitur, płacimy mu za bułkę i stawiamy mu na nasz koszt lizaka Czupa-czups, po czym odchodzimy.

REGGAE:
Wchodzimy do sklepu, jednak nie za bardzo jesteśmy zainteresowani bułkami, pytamy się więc sklepikarza czy ma zioło, niestety odpowiada przecząco. Wychodzimy ze sklepu i grzebiemy nerwowo po kieszeniach wyrzucając z nich wszystko, w końcu znajdujemy ukochane zioło i je zapalamy.

BLUES:
Wchodzimy do sklepu, trzy godzinny wybieramy bułkę, jednak żadna nam nie pasuje, wychodzimy, wyjmujemy gitarę i zaczynamy śpiewać że sklep niedobry, bułka zeschnięta i został nam tylko blues.

COUNTRY:
Wchodzimy do sklepu zdejmując wcześniej kapelusz i żując z przyzwyczajenia kłosek, bierzemy świeżutką bułkę, płacimy za nią i wychodzimy ze sklepu zakładając z powrotem kapelusz na głowę i podciągając dżinsy.

TECHNO:
Wchodzimy do sklepu poruszając lekko głową do przodu, bierzemy bułkę, obracamy ją kilka razy, płacimy sklepikarzowi, który coś do nas mamrocze, jednak my nie słyszymy, bo mamy słuchawki na uszach, po czym odchodzimy.

RAP\HIP-HOP:
Wchodzimy do sklepu, bierzemy bułkę, rzucamy parę przekleństw dla otuchy, płacimy za bułkę mówiąc do sklepikarza rymująco i wychodzimy ze sklepu.

GANGSTA RAP:
Wchodzimy do sklepu, rzucamy parę przekleństw dla otuchy, mówimy niezrozumiałe słowa typu "Hej nigga", bierzemy bułkę i wychodzimy ze sklepu.

PUNKY HIP-HOP:
Wchodzimy do sklepu, poprawiamy sobie nasze wysoko sznurowane, rozsznurowane buty, podciągamy biało-czarne pończochy, szminkujemy usta na czarno. Podchodzimy do stoiska z bułkami nucąc na cały głos "hejboj" lub "widałcia", bierzemy bułkę malując ją szminką na czarno, biegniemy po nową szminkę (czarną) od razu poprawiamy sobie nasze wysoko sznurowane, rozsznurowane buty, podciągamy biało-czarne pończochy, szminkujemy usta na czarno. Podchodzimy do kasjerki, która ma na sobie służbową biało-niebieską kamizelę i bardzo czerwoną, pobłyskującą cekinami szminkę na ustach. Mówimy do niej (wym. większe l o l mniejsze). Płacimy za bułkę groszówkami umazanymi na czarno, których kasjerka nie przyjmuje. Rozpłakujemy się i łzy zmywają nam szminkę i cały makijaż. Ze wstydem opuszczamy sklep. Poprawiamy sobie nasze wysoko sznurowane, rozsznurowane buty, podciągamy biało-czarne pończochy, szminkujemy usta na czarno i podśpiewując "ulalala" wracamy do domu.

Nie moje, ale com się uśmiał, tego mi nikt nie odbierze...

I jak tu się nie śmiać...

Informacja z Onetu...

Płyta Piotra Rubika "Santo Subito – Cantobiografia Jana Pawła II" trafiła do sklepów 2 października 2009 roku. Autorem libretta, które opowiada o życiu i dziele Jana Pawła II językiem pieśni, do projektu kompozytora jest Jacek Cygan.

Jacek Cygan był ze mną słuchaczem Wojskowej Akademii Technicznej w latach 1968 - 1973. Studiował na Wydziale Cybernetyki i jakoś się nie zapowiadał "poetycko", był za to dość aktywny "społecznie"... Gdybyż ówcześni pracownicy aparatu partyjno-politycznego wiedzieli, co Jacek będzie z siebie wydalał na starość...

Nie zamierzam bynajmniej wykpiwać czyjejkolwiek wiary czy religijności. Podziwiam jedynie elastyczność przekonań niektórych z moich byłych kolegów...

Gdzież się podziewa domniemanie niewinności

Proszę bardzo - dzisiejsza informacja z Onetu.

http://technowinki.onet.pl/wiadomosci/pierwsze-niesluszne-odciecia-od-internetu-za-pirac,1,3170849,artykul.html

Niech się może wypowiedzą zawodowi obrońcy moralności. Czekam...

wtorek, 2 lutego 2010

Korporacja

Znalazłem bardzo fajny wywiad o tym jak działają korporacje. Warto poczytać ku przestrodze, choć trochę bym jeszcze do tego dodał. Chociażby fazę szóstą lub to z jakim zapałem tępi się ludzi z charakterem, inaczej ubranych, czy inaczej myślących. Do poczytania tutaj: http://wyborcza.pl/1,75515,7496474,Masz_racje__szefie.html?as=1&ias=2&startsz=x

Pratchett i Śmierć

Hulając po sieci natknąłem dziś się na ciekawą informację

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,81048,7515333,W_Brytania_Terry_Pratchett_za_sadami_pozwalajacymi.html

Gdy wstępowaliśmy do Unii, narodowcy i rozmaici zawodowi patrioci straszyli nas wyprzedażą majątku narodowego i eutanazją. Co się stało z majątkiem narodowym, każdy widzi, ale w kwestii eutanazji nic się u nas nie zmieniło - a szkoda.

Kwestia ta wiąże się nierozerwalnie z kwestią samobójstwa, które nasza europejska kultura (pod wpływem filozofów chrześcijańskich) zdecydowanie potępia, choć nie zawsze tak było. Starożytni Grecy i Rzymianie uważali, że człowiek dorosły i rozumny ma prawo skończyć ze sobą, gdy uzna to za stosowne i nic nikomu do tego. Nikt przecież nie ścigał prawnie lekarza, który "rozwiązał żyły" Petroniuszowi dokonując de facto eutanazji. Kaishaku, który ścinał głowę samurajowi otwierającemu sobie brzuch (Japończycy to jedyni ludzie, potrafiący poznać swoje wnętrze) też właściwie dokonywał eutanazji - i nikt mu z tego powodu nie stawiał żadnych zarzutów. Tymczasem nasi obrońcy świętości życia odbierają człowiekowi prawo do godnej śmierci.

Co ciekawe, Kościół zajął takie stanowisko dość późno, bo gdzieś tak w V-tym, albo VI-tym w. n. e. żeby zwalczyć herezję donatystów. Bogobojni ci mężowie uznali, że skoro świat doczesny jest domeną Szatana, to należy go jak najszybciej opuścić i oczyściwszy duszę z grzechów w spowiedzi popełniali samobójstwo. Owczarnia malała tak szybko, że wzbudziło to niepokój pasterzy (logiczne, bo niby z czego mieliby żyć, skoro niczego prócz skrzętnego strzyżenia tychże owieczek nie umieli?) i teoretycy kościelni zaczęli głosić tezę o "świętości życia". Co niby było świętego w życiu niewolnika w rzymskiej kopalni, lub średniowiecznego galernika?

I takie stanowisko - "życie to świętość" - Kościół zajmuje do dziś.

A czemu niby miałbym się czepiać życia jak pijany płotu, gdybym na przykład zapadł na jakąś nieuleczalną chorobę? Jeden z moich znajomych zachorował na raka i w ostatnich dniach życia cierpiał diabelnie. Lekarze faszerowali go środkami przeciwbólowymi, od których kompletnie tracił kontakt z rzeczywistością, ale żaden się nie odważył skrócić mąk tego człowieka, mimo iż w rzadkich chwilach przytomności (wtedy akurat cierpiał) prosił wręcz o jakiś zastrzyk, po którym mógłby zasnąć i nigdy się już nie obudzić.

Postulaty sir Pratchetta są jak najbardziej logiczne. Obwarujmy to prawo rozmaitymi zastrzeżeniami, ale nie zmuszajmy niektórych ludzi do cierpień!

poniedziałek, 1 lutego 2010

Internet – przekleństwo czy błogosławieństwo?

Internet – to jedna z największych cywilizacyjnych zdobyczy ostatnich czasów, choć uczciwie należy zauważyć, iż rzecz wymyślili Francuzi, a nie bracia zza Wielkiej Wody. Nie trzeba już gromadzić w domu opasłych słowników – mamy ling.pl. Jeżeli czegoś nie wiem, na pewno wiedzą to Google. Jeżeli strzeli mi chętka na zbudowania brudnej bomby atomowej na projekt, pewnikiem znajdę schematy. Niekoniecznie muszę być aż tak ambitny – bez większego kłopotu znajdę sieci plan bomby domowej roboty, która wysadzi jakiś wieżowiec, a zbudować ja można z materiałów dostępnych w pierwszym lepszym sklepie Biedronki lub Carrefoura. Mogę nawet znaleźć informacje, jakie są objawy zawału, czy innej choroby i jak ją leczyć – jeszcze trochę i lekarz będzie potrzebny jedynie do wydawania L-4.

Ale…

Internet przewrotnie dał nam dostęp do informacji i usprawnił komunikację z ludźmi (sam ostatnio poznałem przeuroczą dziewczynę wielbiącą „Ghost In The Shell” i wymiatającą w „Hexenie”… czegóż więcej można od świata wymagać :) , niemniej paradoksalnie również ukrócił kontakty międzyludzkie jako takie. Osobiście pracuję w domu, innymi więc słowy nie poruszam się z pracy do domu i z powrotem. Proces ten zresztą się wzmaga, coraz liczniejsi są ludzie, którzy pracują nie ruszając (_!_) z mieszkania i z biurem, urzędem czy bankiem łączą się przez Net. A to tylko wierzchołek góry lodowej, świat jest pełen ludzi święcie przekonanych, iż mają kupę znajomych na czatach, forach itd. itp.

Lecz gdy kogoś spotkają w drodze po zakupy, nie do końca zdają sobie sprawę czy zagajenie o pogodzie jeszcze jest w modzie, czy już nie. Większość broni jest obosieczna… ;).

A już na widok ładnej dziewczyny na przystanku młodemu człowiekowi coraz częściej mięknie rura (co przeciwne naturze jest!!!), bo nie bardzo wie, czy zacząć od „…siemasz, mała” czy może raczej „Azaliż poznajmy się może…”.