Wyjaśniam od razu, to artykuł mojej żony z bloga który prowadzi. Zachęcam do lektury, zachęcam do dyskusji :)
Staram się każdego ranka przejrzeć choćby tylko nagłówki na stronie GW lub innego serwisu informacyjnego, żeby mieć blade pojęcie, jaki mamy dzień albo czy już przestawiać zegarki, czy jeszcze pośpię. Dzisiaj uderzył mnie w oczy tytuł Feministki oburzone kampanią centrum onkologii.
Czemu? Bo w kampanii mającej zmobilizować pracodawców, aby mieli baczenie na zdrowie swoich pracownic, użyto hasła, które uznano za „seksistowskie, obrzydliwe i obleśne”. A brzmi ono „Piersi moich pracownic sam kontroluję”. I nic nie zrozumiałam. Czyli co? Jestem nieczuła i zamknięta na problemy swojej płci? Cóż, nie potrafię poczuć się oburzona tego typu hasłem. Owszem, trochę zalatuje myślą, że tylko mężczyźni są pracodawcami, ale z drugiej strony słowo pracodawca jest rodzaju męskiego i nie wadzi mi to niczym, nie rani mojego nieperfekcyjnego zmysłu poprawności językowej, ani mojej godności. Nie widzę nic zdrożnego w takim doborze słów – nie jest napisane, że „badam sam’, a efekty akcji, pozytywne, ponoć są. Dlaczego kolejny raz polskie feministki na siłę dostrzegają problem tam, gdzie go nie ma? Dlaczego próbują mi i innym wmówić, że wszędzie nas dyskryminują, znieważają i gnoją?
Jeszcze za moich czasów licealnych śmialiśmy się z naczycielką angielskiego, że w Stanach mają manię poprawności politycznej i walki z dyskryminacją. Niepoprawnym było wskazywać na „płeć” osoby wykonującej określony zawód. Sędzia to sędzia, nie sędzina, kelner to kelner a nie kelnerka, etc. Mocno przesadzone, ale niech im będzie. W Polsce jest odwrotnie. Jak pokazuje choćby teskt z artykułu na stronie Fundacji Feminoteka, w którym czytamy „Niemal jednogłośne odrzucenie tej poprawki pokazuje, że dla polityków i polityczek słowo "kobieta" nawet w preambule, która nie jest przecież twardym zapisem prawnym, jest słowem kontrowersyjnym”. Polityczka? Naprawdę? I mają na myśli kobiety polityków, czy rodzaj dziecięcej polityki, zabawy uprawianej przez znudzone istoty płci żeńskiej? Nie rozumiem też nacisków, aby wszędzie podkreślać słowo „kobieta”. Tyle walki o równe traktowanie, o wpojenie nam wszystkim, że człowiek, to nie tylko mężczyzna, ale też kobieta, a teraz chcemy osobnej definicji.
Dla mnie równouprawnienie oznacza dokładnie równe prawa, natomiast osatnio mam wrażenie, że prawo ma zostać zmodyfikowane tak, aby mężczyźni żyli tym, co już jest, a kobiety miały swoją własną konstytucję, kodeksy, przepisy. Naturalnie – jak to mamy choćby w Kodeksie pracy, są kwestie, które należy potraktować osobno, jak np. ciąża, ale czy przemoc w rodzinie dotyczy tylko i wyłącznie żon, matek i kochanek?
Chcą pracować w kopalni – proszę bardzo, ale bez żadnych specjalnych przywilejów – równo, to równo. Chcą aktywniej uczestniczyć w życiu politycznym – jestem za, ale na tych samych zasadach, co mężczyźni, którym nikt nie dał przepisu mówiącego – tylu was musi być. Jako żona i matka, nie wyobrażam sobie zamknięcia się w domu i poświęcenia tylko życiu rodzinnemu. Chcę pracować, realizować swoje marzenia, plany, ale rodząc dziecko dokonałam wyboru, że część mojego życia, dotąd niezależnego, aktywnego towarzysko, wymienię na pieluchy, mleko, śpioszki, wózki, etc. Nic nie straciłam, po prostu zastąpiłam. Nikt nas nie zmusza do bycia kurami domowymi lub kobietami biznesu. Świat widzi nas tak, jak chcemy, aby nas widział, a większość z nas prezentuje się jako wiecznie wymagające pomocy, wsparcia i opieki, a jak już to dostaną, to krzyczą „bo mi się należy!”.
Ja wolę towarzystwo mężczyzn, co nie znaczy, że wszystko mi w nich odpowiada. Jeśli ich zachowanie mi nie pasuje, to im to mówię. Natomiast większa ilość kobiet w moim otoczeniu mnie męczy. Ich rozmowy i problemy, choć czasem mam podobne, mnie męczą. Mam większe zaufanie do polityków płci męskiej, ale za pediatrę wolę kobietę. Ginekolog musi być mężczyzną, ale dentysta kobietą. Powielam utarte standardy? Może, ale sprawdzałam obie opcje i tak mi dobrze. Nie czuję się gorsza od facetów. Znam swoje możliwości i ograniczenia, więc staram się nie porywać z motyką na słońce.
Jestem kobietą, mam piersi i jestem z tego dumna. Z penisa mojego męża też.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą absurd. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą absurd. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 22 marca 2010
Subskrybuj:
Posty (Atom)